poniedziałek, 16 października 2017

Delikatne bransoletki z kryształków

Dobry wieczór!
Pozostając w bransoletkowych klimatach...
Jakiś czas temu znajoma zainspirowała mnie do stworzenia delikatnych bransoletek. Dla siebie wybrała ciemno niebieską, niestety nie zrobiłam zdjęcia. Jednak na tyle mi się ona spodobała, że stworzyłam dla siebie kilka sztuk w innych wersjach kolorystycznych.
Są delikatne, eleganckie i... urocze. Zobaczcie same :)






Zostawiając temat posta z boku...

Też tak miałyście, że podczas remontu mieszkania odechciewało Wam się tego całego remontu? :P
My walczymy od dwóch tygodni, może to nie dużo, ale jeszcze trochę to zajmie...
nie spodziewałam się, że aż tyle będzie do zrobienia...
czasem mam ochotę zostawić to w cholerę :P
mimo, że byłam bardzo entuzjastycznie do tego nastawiona to po drodze wynikają sytuacje, które strasznie demotywują...

No cóż, przynajmniej mieliśmy piękny, ciepły weekend.
braliśmy udział w 4 PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim, więc to słońce to nawet trochę przeszkadzało ;)
ale... udało się! Pierwszy raz w życiu przebiegłam półmaraton! Super sprawa :)

Za to miesiąc temu brałam udział w Runmageddonie... nałapałam wtedy tyle pozytywnej energii i spotkałam tylu pozytywnych wariatów, co chyba nigdy! Nie spodziewałam się aż takiej dawki endorfin i uśmiechu... i chociaż fizycznie było ciężko - polecam każdemu ;)
W przyszłym roku na pewno startuję znowu!
i taki bonus z biegu... ta mina mówi wszystko :P


Życzę Wam pięknego, ciepłego tygodnia!

środa, 4 października 2017

Bransoletki - kamienie naturalne

Dobry wieczór!
Całkiem niedawno uzupełniłam zapasy kamieni naturalnych - zobaczcie, jakie bransoletki powstały :)

matowy malachit:



agat w odcieniu butelkowej zieleni:


Lapis lazuli:



Howlit fasetkowany:

Uleksyt (kocie oko) w kolorze fioletu:


Japis matowy:

Jak widać, tym razem kolory nieco stonowane - jak na pogodę za oknem przystało :P

ale... żeby nie było zbyt smutno - wrześniowa aktualizacja kocyka temperaturowego:

... chyba jest całkiem wygodny ;)

Aktualnie jestem w trakcie remontu - przeprowadzka nam się opóźniła, ale cały czas działamy... dlatego będzie mnie tu mniej. Do rękodzieła też jakoś nie mam weny ostatnio... ale z racji na porę roku (chociażby długie wieczory) pewnie niedługo wena wróci :)
Podejrzewam, że w październiku mogę sobie narobić kocykowych zaległości, ale jak mi się wszystko uspokoi, to na pewno nadrobię ;)

Pozdrawiam ciepło!

czwartek, 28 września 2017

Łapacze snów

Witajcie w ten słoneczny dzień!:)

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać m.in. łapacze snów - jakiś czas temu naszedł mnie kaprys, żeby sobie zrobić łapacz. Powstały nawet dwa... pierwszy - klasyczny, biały:


Drugi trochę rystykalny, serwetkę dostałam od znajomej i wykorzystałam ją właśnie do tego projektu:

Oprócz tego już daaaawno temu zmalowałam napis na bawełnianej torbie, ale nie jestem pewna, czy już ją pokazywałam :)
Ta była dla mojej kuzynki.
Nie wiem jak Wy, ale ja jestem wielką fanką takich torbo-siatek! Szczególnie latem :)

Latem powstał też świecznik do ogrodu z tego tutoriala - pierwszy zrobiłam z zielonej Hooked Zpaghetti, ale niestety nie mam zdjęć. Drugi, z użyciem lnianego sznurka - poniżej:
Zdjęcie robocze, wybaczcie :)

Taki świecznik rewelacyjnie wygląda na tarasie czy w ogrodzie, szybko się go robi, a w dodatku to fajny sposób, żeby wykorzystać resztki sznurków ;)

Powoli zbliża się weekend, więc życzę Wam, aby był kreatywny! ;)

czwartek, 21 września 2017

Folkowe tace śniadaniowe

Jakiś czas temu zrobiłam na wymiankę dwie tace śniadaniowe z motywem folkowym.Trzeba przyznać - motyw robi robotę ;) kontrastowe wzory w połączeniu jedynie z białym tłem prezentują się super! Dla wzmocnienia efektu zdjęcia zrobiłam na moim temperaturowym kocyku ;)





Dłoń dla zobrazowania wielkości tac:

Jak Wam się podobają takie kolorowe, energetyczne klimaty?
Ja uwielbiam!
Szczególnie miło będzie patrzeć na takie kolory jak przyjdzie zima...
no, ale przed nami jeszcze kolorowa jesień ;) mam nadzieję, że będzie słoneczna!
Tego sobie i Wam życzę ;)

wtorek, 12 września 2017

Słodkości (cz.23)

Dobry wieczór!
Dawno nie było słodkiego posta - powoli nadrabiam ;)
wybaczcie, że o tej porze takie słodkości pokazuję... :D
(o ile ktoś tu jeszcze dzisiaj zajrzy)

1) Tort a'la ombre z moimi pierwszymi, maślanymi różami (byłam z nich bardzo zadowolona ;))
W środku moje ogródkowe borówki w połączeniu z bitą śmietaną i startą czekoladą o zawartości 70% kakao - przepyszne połączenie!

2) Tort na Dzień Matki:

3) Tort w kształcie dużego cupcake'a na urodziny siostry :)

4) I słodki bałagan na torcie dla 13letniej Ani:

 5) Pozostając w urodzinowym klimacie - na swoje urodziny do pracy zrobiłam sporo cupcake'ów w dwóch wersjach - jogurtowych z limonkowym kremem i czekoladowych z czerwonymi porzeczkami.
Uwierzcie - jak zobaczyłam taką ilość, to aż urosłam ze szczęścia - skojarzyło mi się to z kawiarnią :) a komplementów dostałam tyle, że do końca dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Niekromnie mówiąc - babeczki wyglądały obłędnie, ale niestety zdjęcia telefonem tego nie oddają :(



6) W czasie sezonu na porzeczki zrobiłam Pavlovą, dodałam do niej też truskawki:

7) Poniższy sernik to taki mój składak - trochę twarogu, trochę mascarpone ;) na spodzie herbatniki maślane z dodatkiem masła orzechowego, na górze - moje ogródkowe borówki.

8) Sernik z tahini - niespodziewanie kremowa konsystencja, ale chyba nie moje smaki - za to jeśli ktoś lubi chałwę, to jak najbardziej polecam.

9) Może komuś kawałeczek sernikobrownie...? ;)

10) I na koniec zdrowy, kolorowy owocowy deser:

Ahh, lato lato i zaraz po lecie...
mam nadzieję, że zdążyłyście nacieszyć się jego dobrami - w szczególności w postaci owoców ;)
ja powoli będę się przerzucać na cięższe, jesienne smaki - karmel, figi, czekolady... no i dynia! Koniecznie do zrobienia - sernik z dynią i cynamonem... mniam!

poniedziałek, 4 września 2017

Kocyk temperaturowy (8)

Dzisiaj na szybko wstawiam sierpniowe postępy w kocyku:


powoli zaczynają mnie irytować te żółcie w połączeniu z ciemną zielenią :P
i chociaż jestem ciepłolubna, to patrząc na kocyk nie mogę się doczekać niebieskich kwadratów :P

Miłego wieczoru!

sobota, 2 września 2017

Migawki z weekendu w Wilnie...

... i nie tylko.
Ale zacznijmy od Wilna ;)
Dokładnie tydzień temu o tej porze kończyliśmy leniwy poranek i kierowaliśmy się w stronę pięknego punktu widokowego położonego pod miastem. Aż ciężko uwierzyć, że to było już tydzień temu...
Nie wiem, czy wspominałam - ale z tym Wilnem to było tak: na początku sierpnia powiedziałam narzeczonemu, że koniecznie musimy gdzieś razem wyskoczyć - choćby na weekend (na dłuższe wakacje w tym roku nie mogliśmy sobie pozwolić ze względu na pracę). Miałam wymyśleć miejsce... ale Patryk szybko mi napisał, że on już wymyślił, ale... mi nie powie ;) więc tak naprawdę do końca nie wiedziałam, gdzie jedziemy. 
Zgadywałam jeszcze jak już byliśmy kilkaset km od domu ;)
Totalnie nie spodziewałam się takiego kierunku!


Podczas jazdy sprawdzałam atrakcje i co warto spróbować na Litwie, chociaż mój luby już miał wszystko obcykane :)
Droga nas trochę zmęczyła (ok.9h z przerwami) - szczególnie jego.
Ale warto było ;)

Poniższe zdjęcia zrobiłam w drodze na punkt widokowy, o którym pisałam na początku posta:
podwieszany most i kwiaty, które skojarzyły mi się po trochu ze storczykami:

Mijaliśmy także sad... ta soczysta zieleń mnie zahipnotyzowała...


Tego dnia zaliczyliśmy aż 3 punkty widokowe, a więc widzieliśmy stolicę Litwy z każdej perspektywy: stare miasto, nowe (na zdjęciu poniżej), oraz tereny leśne ;)

Oczywiście widzieliśmy też najbardziej znane zabytki, ale my raczej należymy do osób, które od muzeów wolą zapuścić się trochę dalej i zobaczyć mniej komercyjne "rzeczy".
Chociaż muszę przyznać, że liczba kościołów zrobiła na mnie wrażenie...
tak samo jak kościół Piotra i Pawła - moja przyjaciółka powiedziała, że KONIECZNIE musimy tam iść. I chociaż raczej nie zwiedzamy kościołów, to ten zrobił na mnie ogromne wrażenie - w środku wszystko było w rzeźbach - ściany, sufit... coś pięknego! Nie żałuję i polecam :)

Było krótko, intensywnie, pięknie!
I chociaż w niedzielę padało, to w zasadzie zobaczyliśmy wszystko, co chcieliśmy :)
Powrót ze względu na pogodę był nużący, ale... wracaliśmy zadowoleni (no, chociaż mojego mężczyznę musiałam poprosić o uśmiech do zdjęcia - wyszło jak wyszło :D - coś a'la "uśmiech nr 5")

I odbiegając od Wilna...
całkiem niedawno przez tydzień byłam sama w domu - zaowocowało to takimi małymi przyjemnościami na świeżo wyremontowanym tarasie (oh, jak ja dawno nie czytałam książek!):


Staram się też biegać (w październiku półmararon...) i wstyd się przyznać, ale ostatnio kiepsko mi to idzie... u mnie jest mało terenów do biegania, ale kilka razy się wybrałam w poszukiwaniu nowych tras - np. wczesnym porankiem w sobotę... i zotałam nagrodzona takimi widokami:

mgła unosząca się nad łąkami... cisza, zero ludzi, samochodów, pokrzykiwania żurawii...
oj warto czasem zwalić się z łóżka o 6:30 w weekend!

Trochę się rozpisałam, powstał z tego taki off topic :)
ale czasem potrzebna jest mała odskocznia od rękodzieła i tematów pokrewnych...
a sama bardzo lubię takie posty u innych. Kiedyś pisałam ich więcej - inni chyba też.

Pięknej soboty Wam życzę!